„- Dlaczego polityk jest podobny do muchy?
- bo można go „zabić” gazetą”.
To stwierdzenie przypomniało mi się po przeczytaniu tekstu na jednym z portali o rzekomej niegospodarności jednego z włodarzy gminy naszego powiatu. Ta niezwykle niesprawiedliwa i krzywdząca ocena została wysnuta w oparciu o fakt niezdecydowania się na usługi medium, które ten tekst opublikowało.
Niezależne i wolne media to wielka wartość dla nas wszystkich. Powinny one m.in. patrzeć władzy na ręce i ją rozliczać. Nie na próżno też mówi się, że media to „czwarta władza” (zaraz po ustawodawczej, sądowniczej i wykonawczej) pod warunkiem, że dane medium ma właściwą „moc”, czyli jest rzetelne, opiniotwórcze, niezależne oraz cieszy się popularnością i sympatią czytelników lub słuchaczy. Czy medium, które składa swoją ofertę gminie lub innym szczeblom administracji publicznej, po czym tendencyjnie zaczyna opisywać niedoszłego klienta, który tę ofertę odrzucił, jest profesjonalne i niezależne? Wątpię. Działania takie można wręcz porównać do sposobu działania mafii, która, kiedy nie płaci się haraczu, zaczyna działać na naszą szkodę. Wprawdzie tabloidalni mafiozi (nie dziennikarze!), nie chodzą w dresach i noszą krawaciki, ale są równie bezwzględni jak ci ubrani w skóry, z „bejzbolami” w łapach.
To bardzo niepokojące i niebezpieczne dla demokracji zjawisko. To zwykły szantaż, a kolejne ciosy zapewne będą spadać na tych którzy nie zdecydują się na tę „współpracę” i nie zechcą płacić. Oczywiście są tacy co płacą, bo po prostu nie są na tyle silni, aby odmówić lub jest im po drodze z tego rodzaju ludźmi. Ów włodarz zapewne zdawał sobie sprawę z tego, co się stanie w przypadku odmowy, jednak wykazał się odwagą i po prostu powiedział „nie!” (z resztą nie on pierwszy). Pewnie w tamtej chwili przed oczami stawali mu mieszkańcy jego gminy z „gazetą-tabloidem” w rękach, czytający ten wyssany z palca tekst o braku gospodarności. Mimo wszystko podjął on niepopularną decyzję i pogonił towarzystwo, przez co został, i zapewne będzie, napiętnowany.
Oczywiście, nagabujący włodarza mogą twierdzić, że ich oferta była tańsza i lepsza…, ale czy na pewno? Czy odpowiednie i odpowiedzialne jest publikowanie artykułów o swojej gminie, powiecie czy województwie w „gazecie-tabloidzie”, który jest tubą propagandową danej partii politycznej i jest od niej finansowo zależny? Wątpię. Mądry, niezależny gospodarz nigdy się na to nie zdecyduje. Na szczęście, w zasadzie, o gospodarności władz samorządowych nie świadczy w jakim medium się publikują, choć w niektórych mediach tak właśnie może się wydawać. Takie praktyki stosowane są przez wielu właścicieli „nośników przekazu” w naszym kraju, nośników, których właściciele i redaktorzy nastawieni są wyłącznie na zysk, a z rzetelnym i niezależnym dziennikarstwem nie mają nic wspólnego. Więcej w tym manipulacji, wyrachowania i przysłowiowego „stawiania pod ścianą”. Znam to z autopsji oraz opowiadań innych samorządowców.
Zbliżają się wybory samorządowe, będą zatem kolejne oferty składane kolejnym włodarzom gmin. Medialnym, tabloidowym szantażystom (nie mówię tu o dziennikarzach!) radzę przed ewentualnym uderzeniem upewnić się czy „gazeta” jest wystarczająco duża i mocna, czy jest to po prostu ulotka propagandowa oraz czy dana mucha nie jest czasem mądrzejsza, z klasą i bardziej sprytna od „killera”.



Papierowa mafia
